Jesteś na:

Zdrowe produkty nie dla wszystkich bezpieczne

16 18 20

„Nie wszystko złoto, co się świeci” i… nie wszystko zdrowe, co za takie uchodzi. Nie wszystkie produkty, którym chętnie nadaliśmy etykietkę „zdrowej żywności” faktycznie na nią zasługują – a przynajmniej nie w stu procentach. Wiele tzw. zdrowych produktów ma swoją ciemną stronę, której nie do końca jesteśmy świadomi. Czas przyjrzeć się pozycjom na półce ze zdrową żywnością i zadecydować, czy faktycznie powinny się one tam znaleźć.



Nabiał

Skarbnica wapnia, źródło pełnowartościowego białka, niezbędny składnik diety dziecka, czynnik warunkujący mocne kości… Wszystkie te cechy jednoznacznie kojarzą nam się z nabiałem. Niestety, okazuje się, że jego spożywanie niesie ze sobą równie wiele zalet, co wad. Po pierwsze, białko mleka krowiego obecne we wszystkich produktach nabiałowych jest jednym z najsilniejszych alergenów pokarmowych, które stymulując w sposób ciągły układ immunologiczny przyczynia się do powstania przewlekłego stanu zapalnego i w konsekwencji – chorób autoimmunologicznych (tj. Hashimoto, RZS). Po drugie, większość dorosłych nie posiada (w ogóle lub w odpowiedniej ilości) enzymu laktazy, odpowiedzialnego za trawienie cukru mlecznego obecnego w nabiale, co często wywołuje dyskomfort trawienny po spożyciu mleka. Ponadto, wartości odżywcze przetworzonego nabiału, który możemy kupić w sklepie są dużo niższe niż tego „prosto od krowy”. Co więcej, kazomorfiny (powstałe w wyniku przemian kazeiny pochodzącej z nabiału) – związki zdolne przenikać barierę krew-mózg i wpływać na obecne tam receptory opioidowe mogą mieć działanie uzależniające i wpływać na nasze zachowanie. Szczególnie widoczne jest to w przebiegu chorób ze spektrum autyzmu – w jednym z wielu badań [1] przeprowadzonych z udziałem dzieci autystycznych wykazano znaczącą (aż w 81%) poprawę zachowania pacjentów po wprowadzeniu diety bez glutenu i kazeiny. Podobne rezultaty w poprawie stanu psychicznego obserwuje się u pacjentów chorujących na schizofrenię [1]. Poza tym, szczepy bakterii probiotycznych występujące w jogurtach są z reguły w ilościach niewystarczających, by wywrzeć pozytywny wpływ na mikroflorę jelitową. Warto również pamiętać, iż mimo dość restrykcyjnych kontroli mleka docierającego do sklepu, zawsze istnieje ryzyko obecności śladowych ilości hormonów i antybiotyków.

Produkty pełnoziarniste

Piramida żywienia niezmiennie stawia produkty pełnoziarniste u podstawy żywienia każdego Polaka. Niestety, coraz więcej doniesień wskazuje na fakt, iż opieranie swojej diety na produktach pełnoziarnistych i przewadze węglowodanów (zarówno prostych, jak i złożonych) nie zawsze jest właściwe, szczególnie jeśli mamy do czynienia ze „zwykłym Kowalskim”, a nie sportowcem, który ma dużo większe zapotrzebowanie na glukozę. Produkty pełnoziarniste, mimo przewagi nad tymi z oczyszczonej mąki pszennej, również stymulują wyrzut insuliny (choć w zdecydowanie mniejszym stopniu niż „białe pieczywo”). Ciągłe wyrzuty insuliny mogą przyczyniać się do zaburzeń gospodarki cukrowej, insulinooporności i w skrajnych przypadkach – cukrzycy typu II. Wysoka insulina jest równoznaczna z niskim poziomem glukagonu – hormonu indukującego spalanie tkanki tłuszczowej. Może się więc okazać, że regularne spożywanie produktów pełnoziarnistych uniemożliwia odchudzanie (dotyczy to wszystkich węglowodanów). Mimo to, dużo bardziej problematycznym od samego wpływu na poziom insuliny jest obecność w większości produktów pełnoziarnistych glutenu – lepkosprężystego kompleksu białek z rodzaju glutelin i prolamin. Oczywiście, wiele głosów (zarówno ludzi nie związanych zawodowo z dietetyką, jak i specjalistów w tej dziedzinie) twierdzi, że gluten szkodzi tylko osobom chorym na celiakię. Trudno się z tym zgodzić, biorąc pod uwagę mnogość badań zaprzeczających tym opiniom. Szkodliwy wpływ glutenu na organizm nie kończy się bowiem tylko na celiakii, ale obejmuje również dużo trudniejszą w diagnostyce Nieceliakalną Nadwrażliwość na Gluten (ang. NCGS), chorobę Durhinga (skórną manifestację celiakii) [2] czy Atopowe Zapalenie Skóry. Niestety, na tym nie kończy się szkodliwość glutenu – jego komponent (gliadyna) posiada zdolność aktywowania receptora zonuliny stymulującego jej reorganizację i w konsekwencji wzrost przepuszczalności jelita, co prowadzi do powstania tzw. Zespołu Jelita Przesiąkliwego (ang Leaky Gut Syndrome). Co ciekawe, podwyższony poziom zonuliny obecny jest nie tylko u pacjentów z celiakią, ale również u tych nie przejawiających nietolerancji glutenu [3]. Wzrost przepuszczalności bariery jelitowej jest zaś pierwszym krokiem do powstania alergii pokarmowych, stymulacji układu odpornościowego i rozwoju chorób autoimmunizacyjnych. Podobnie jak w przypadku kazeiny, w wyniku niecałkowitego trawienia białka glutenowego powstaje gliadomorfina, o podobnym do kazomorfin wpływie na zachowanie dzieci autystycznych i osób ze schizofrenią. [1]. Oczywiście, produkty pełnoziarniste posiadają mniej białek glutenowych, a sam gluten jest słabszy, niż w przypadku produktów pszennych, nie mniej jednak wysokie spożycie produktów pełnoziarnistych może mieć równie niekorzystne konsekwencje zdrowotne.  

Nasiona roślin strączkowych

Jedni uważają je za doskonałe źródło błonnika i cennych witamin z grupy B, substytut mięsa w diecie roślinnej i pogromcę „złego cholesterolu”. Inni twierdzą, iż ziarno posiada specjalne mechanizmy zabezpieczające jego strawieniu i wszystkie cenne walory zawarte w jego wnętrzu są skutecznie chronione i niewykorzystywane przez organizm ludzki. Co więcej, nasiona roślin strączkowych zawierają lektyny – nie ulegające trawieniu białka mające zdolności wiązania węglowodanów obecnych na powierzchni limfocytów. Może to skutkować zlepianiem się i uszkodzeniem tych komórek. W przewodzie pokarmowym lektyny mają zdolność niszczenia warstwy śluzu i pożytecznej mikroflory jelitowej. Powodują rozszczelnienie bariery jelitowej prowadząc (podobnie jak gluten) do powstania Zespołu Jelita Przesiąkliwego. To z kolei zawsze prowadzi do aktywacji układu odpornościowego i powstania stanu zapalnego o charakterze ogólnoustrojowym i przewlekłym. Dezorientacja układu immunologicznego często skutkuje również powstaniem chorób z rodzaju autoagresji. Co więcej, lektyny potrafią łączyć się z receptorami hormonów (tj. leptyna) upośledzając ich funkcję, czego efektem mogą być zaburzenia odczuwania głodu i nadwaga. Niestety, lektyny nie są jedynymi substancjami antyodżywczymi występującymi w roślinach strączkowych. Równie niekorzystne związki w nich zawarte to m.in. inhibitory trypsyny i chymotrypsyny (zaburzają trawienie białek), goitrogeny (hamują wykorzystanie jodu przez tarczycę i mogą wpływać na jej niedoczynność) czy hemaglutyniny (powodują zlepianie się czerwonych krwinek i zaburzenia transportu tlenu w organizmie). Należy również wspomnieć, iż strączki są jednym z najbardziej wzdymających pokarmów, które często wywołują dyskomfort jelitowy, wzdęcia i gazy. Należą do grupy high-FODMAP, czyli produktów obfitujących w fermentujące polisacharydy, które zwykle nasilają dolegliwości związane z szeroko pojętym Zespołem Jelita Drażliwego. Odpowiednie przygotowanie nasion roślin strączkowych przed ich spożyciem (obejmujące płukanie, moczenie i długie gotowanie) obniża znacząco zawartość większości powyższych substancji antyodżywczych w nasionach, jednak nie redukuje ilości FODMAP. Niestety, wielu z nas często  brakuje czasu i cierpliwości, by przygotować strączki w należyty sposób.

Ryby z hodowli przemysłowych

„Ryba wpływa na wszystko” to hasło kampanii mającej na celu promować jej częstsze spożywanie. Choć niewątpliwie założenie akcji jest słuszne i ryby powinniśmy jeść kilka razy w tygodniu, warto byłoby nieco sprecyzować powyższy slogan. Możemy bowiem stwierdzić, iż, kolokwialnie mówiąc … ryba rybie nierówna. Kluczowym aspektem determinującym jej wartość odżywczą jest bowiem jej pochodzenie – wody, w których żyła i odżywiała się. Jeżeli ryba bytowała w stawach hodowlanych, w którym hoduje się je w olbrzymich, przepełnionych zbiornikach, karmiąc pokarmem mającym na celu jak najszybszy wzrost, trudno by ich mięso było dla nas wartościowe. Może się nawet okazać, iż zawartość  kwasów omega-3 i witaminy D w ich mięsie jest bliska zeru, zaś poziom toksyn i metali ciężkich niebezpiecznie zbliża się do górnej granicy dopuszczalnych norm spożycia przez organizm ludzki. Oczywiście, nie oznacza to, że mamy przestać jeść ryby. Należy jednak mieć na uwadze ich pochodzenie i gatunek, co przekłada się na wartości odżywcze spożywanego mięsa.

Spirulina

Jeden z najbardziej popularnych i lubianych superfoods – spirulina – uważany jest przez wielu za skarbnicę substancji odżywczych. Kompletne źródło białka, chlorofilu, witamin, minerałów i antyoksydantów zamkniętych w prostym, jednokomórkowym organizmie powszechnie występującym w naszym środowisku dla wielu jest podstawowym elementem suplementacji. Niestety, mimo iż spirulina reprezentuje naprawdę wysoką wartość odżywczą, ma swoje wady. Jednym z nich jest fakt, iż należy do cyjanobakterii, co z kolei oznacza, iż zawiera endotoksyny LPS (lipopolisacharydy), które powodują w organizmie uogólniony stan zapalny, aktywację prozapalnych cytokin (np. TNF-α) odpowiedzialnych m.in. za neurodegenerację mózgu. Spirulina zawiera również BMAA (aminokwas niebiałkowy, toksyna podejrzewana o neurodegenerację układu nerwowego, pośredni wpływ na rozwój choroby Alzheimera i Parkinsona oraz Stwardnienie Zanikowe Boczne). Mimo, iż nie ma jednoznacznych dowodów na to, iż spożycie endotoksyn LPS jest tak samo niekorzystne jak ich endogenne powstawanie, warto jednak mieć na uwadze ich obecność w spirulinie. Mimo iż ten zielony superfood oferuje nam bogactwo związków odżywczych, warto kupować suplementy spiruliny z certyfikatem BIO, który zapewnia, iż została ona pozyskana z terenów nieskażonych oraz pamiętać, iż poza niewątpliwymi walorami odżywczymi ma ona swoją ciemną stronę.

Nie ma pokarmu ani produktu spożywczego, który byłby w stu procentach korzystny dla naszego organizmu. Nawet żywność uchodząca za „zdrową” nie zawsze w pełni zasłużyła na to miano. Oczywiście, nie możemy popadać w paranoję – w ten sposób musielibyśmy wyeliminować z diety nawet wodę, która przecież również może być zanieczyszczona związkami szkodliwymi (np. bisfenolem A). Należy jednak być świadomym, iż żaden produkt nie jest pozbawiony wad i odżywiając się, często kierujemy się wyborem „mniejszego zła”, zaś produkty promowane jako „zdrowe” nie zawsze takimi są. Ważnym jest oczywiście źródło danego pokarmu, jego hodowla, produkcja, sposób obróbki i częstość spożywania. Warto stać się świadomym konsumentem, który zdaje sobie sprawę, iż nawet pełnoziarnista kanapka z twarożkiem nie jest posiłkiem, który wpływa na nasz organizm wyłącznie w korzystny sposób.

 

Literatura:

[1] Cade R., Privette M. et al. „Autism and schizophrenia: Intestinal Disorders” Nutr. Neurosci 3 (2000) 57-72. Published by Overaseas Publishers Associacion (OPA) N.V.

[2] Yost JM, Hale CS, Meehan SA, McLellan BN. Dermatitis herpetiformis.

Dermatol Online J. 2014 Dec 16;20(12)

[3] Drago S, El Asmar R, Di Pierro M, Fasano A. et al.  Gliadin, zonulin and gut permeability: Effects on celiac and non-celiac intestinal mucosa and intestinal cell lines.

 

Oceń
Zdrowe produkty nie dla wszystkich bezpieczne - 10.0/10. Oddano 3 głosy.
ponad miesiąc temu

Twoja opinia jest ważna. Zarówno dla nas jak i innych osób korzystających z naszego serwisu.

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.
Obowiązkowe pola są oznaczone

Chcesz być na bieżąco?